:-(

Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?



Jak w Himalaje to z Rafałem Fronią

Biblioteki, Himalaje Rafałem Fronią - zdjęcie, fotografia
Tygodnik CRY 10/05/2019 16:00

Jeśli ktoś lubi ryzyko, zimno i brak wygód, jeśli znudziły mu się Malediwy, Wyspy Zielonego Przylądka czy Zanzibar, bo ciągle słońce, plaża i kolorowe drinki z parasolkami to Himalaje są dla niego. Wypadnie drożej, ale czego się nie robi dla przygody życia. Wprawdzie można z niej nie wrócić, więc dobrze wcześniej się ubezpieczyć, żeby rodzinie coś na otarcie łez zostało

Rafał Fronia, oprócz uzależnienia od górskiej wspinaczki i biegów, jest jeszcze w szponach kolejnego nałogu, jakim jest literatura.
– Teraz, podobnie jak Lech Wałęsa, więcej książek piszę niż czytam, ale nie wyobrażam sobie bez nich życia. Próbowałem przez pewien czas używać elektronicznego czytnika, lecz na szczęście bardzo szybko mi się zniszczył. Zgniotłem go nogą od krzesła i wróciłem do książek papierowych – zażartował himalaista. – Bez kontaktu z literaturą bym nie przetrwał w górach. W normalnym życiu też dużo czasu poświęcam na czytanie. Trafiłem w góry wysokie 27 lat temu. Oprócz tego, że zabieram ze sobą raki, czekan i coś do picia, zawsze mam zeszycik i w nim piszę. Na początku były to fakty i techniczne rzeczy, do znalezienia w internecie, które po pewnym czasie przestały być zajmujące. Zaczęło mnie interesować to, co się dzieje w mojej głowie i o tym jest „Anatomia góry”, czyli o czym człowiek myśli, co czuje, o czym marzy, czego się boi, jak góry go zmieniają – wyjaśnił  Fronia.

W ramach cyklu „ O sporcie w bibliotece” rypińska książnica zaprosiła himalaistę na spotkanie, które odbyło się w środę 24 kwietnia. Przy okazji można było kupić dwie książki autorstwa gościa – wspomnianą „Anatomię góry” i „Rozmowę z górą” oraz uzyskać jego autograf.

Wyjazd w góry dla Rafała Froni jest rodzajem pielgrzymki. Ważne, żeby iść do celu, niekoniecznie dojść. Czasem warunki pogodowe uniemożliwiają dotarcie na szczyt i nie jest to dla wspinacza porażka. W trakcie spotkania zatytułowanego „Szaleństwo na twarzy Lhotse” najwięcej czasu poświęcił na opowieść o zdobyciu tego ośmiotysięcznika w maju 2017 roku. Było i śmiesznie, i strasznie, na przykład wtedy, gdy Fronia pokazał fragment swojego filmu, gdy jeden z himalaistów potknął się, przechodząc po drabinie przerzuconej nad głęboką szczeliną. Publiczność aż jęknęła z przerażenia. Samo dotarcie do Lukli, z której rozpoczyna się zdobywanie gór, też wymaga silnych nerwów. W tej niewielkiej osadzie jest jedno z najniebezpieczniejszych lotnisk świata. Krótki pas zaczyna się skałą, a kończy przepaścią. Drobna nieuwaga pilota może doprowadzić do katastrofy.

Wyprawa w Himalaje to nie wyłącznie wspinaczka:

– Jedzie się w świat nie tylko po to, by zdobywać góry, ale również dla poznania innej kultury, obyczajów, smaków, zapachów, widoków. Podróż dostarcza wielu różnych doznań, to nie tylko pęd, aby zrobić sobie selfie na szczycie. Normalni ludzie mają normalne marzenia, które czasami mogą zostać zrealizowane. Jeśli człowiek jest w miarę zdrowy i jest w stanie pokonywać kilkanaście km dziennie, to da radę dojść pod Mont Everest i zobaczyć najpiękniejszy widok świata – stwierdził Rafał Fronia.
Szlak na Lhotse pokrywa się w znacznej części z tym na Mont Everest, więc ciszy i spokoju się nie zazna. W bazach tłumy, kwitnie życie towarzyskie, niektórzy hucznie świętują zdobycie najwyższej góry świata, inni się aklimatyzują. Trasa na sam szczyt dostarcza dodatkowych wrażeń, mija się zamarznięte zwłoki tych, którym się nie udało. Mimo tego śmiałków nie brakuje.

– Na drodze na Mont Everest jest więcej ludzi niż do Morskiego Oka. Zasuwają jedną ścieżką do bazy pod górą, codziennie ruch jak na dworcu. Gdy warunki atmosferyczne stają się sprzyjające, nagle wszyscy zaczynają się ubierać i ruszać na szczyt. Załamanie pogody mogłoby skończyć się dramatem. Na Lhotse idzie w sezonie około 10 osób, na Mont Everest zdarza się, że jednego dnia wybiera się kilkanaście czy kilkadziesiąt. Jest taki stereotyp, że góry czasami zabierają życie. Uważam, że ludzie tam giną, bo popełniają błędy – wyjaśnił himalaista.

Na Lhotse Rafał Fronia wyruszył razem z Piotrem Tomalą. Zaplanowali zdobyć ją bez butli tlenowych.

– O pierwszej w nocy postanowiliśmy wystartować do ataku szczytowego. Wszystko co niepotrzebne zostawiliśmy na dole, nie wzięliśmy żywności. Przez 4 dni człowiek może nie jeść. Zabraliśmy gaz, maszynkę, picie, namiot, jeden śpiwór i jedną karimatę, którą potem rozcięliśmy. Pół było moje, pół Piotrka. Szedłem pierwszy, wspinam się, patrzę leży zamarznięty facet. Na jego głowie mam stanąć? Był już zielony na buzi. Wycofałem się, obszedłem go i dotarłem na szczyt. Zdjęcie w jedną stronę, zdjęcie w drugą, aparat mi zamarzł, więc zrobiłem fotki smartfonem. Wierch Lhotse to grań, łatwiej się wchodzi niż schodzi. Piotr na górę nie dotarł, znalazłem go i zaczęłam sprowadzać. Miał odmrożony nos i palce. Doszliśmy do obozu czwartego. Przez radio połączyłem się z Jarkiem Gabrysiakiem, on był w trzecim obozie. Powiedział, że musimy schodzić, bo jak Piotrek się rozmrozi, a potem w nocy jeszcze raz zamarznie, to ma po palcach. Radość ze zdobycia szczytu przychodzi nie wtedy, kiedy człowiek jest na nim, tylko jak już jest bezpieczny na dole – przedstawił uroki wspinaczki Fronia.

Swoje wystąpienie himalaista ilustrował zdjęciami i fragmentami filmu przez siebie wykonanymi. Udało mu się nawet sfotografować (mimo zakazu) szkielet dłoni i skalp yeti, które są prezentowane w muzeum w Katmandu. Co to naprawdę jest, Rafał Fronia nie wyjaśnił, być może nie udało mu się dowiedzieć.

Pod koniec spotkania przyszedł czas na pytania. Pierwszy zabrał głos pan Henryk, stały bywalec interesujących wydarzeń w Rypinie.

– Czy himalaiści chorują na jakąś chorobę psychiczną? Moim zdaniem to mija się ze zdrowym rozsądkiem – pytał.
Fronia zgodził się z nim, że on i jego koledzy nie mają wszystkich klepek na swoim miejscu, jednocześnie nie uznając tej przypadłości za wadę.

– Proszę pana, jak się spojrzy w twarz Einsteinowi to wariat pierwszej wody. Swoje wariactwo stawiam w jakiejś hierarchii, ale tchórzostwo stawiam wyżej. Z każdej góry ucieknę, jeśli uznam że coś jest nie tak. Nie jestem utytułowanym himalaistą, który ma na koncie 13 czy 14 ośmiotysięczników, bo jestem tchórzem. Bardziej sobie cenię życie. Realizuję się w sporcie, umacniając swoje ciało w maratonach. W górach jestem z innego powodu. Jeśli nie zdobywam szczytu, to nie zdobywam, nie jest to dla mnie jakaś tragedia. Z pewnymi rzeczami trzeba się godzić, żeby nie zrobić sobie krzywdy. Ta świadomość i doświadczenie dają mi dużą szansę na to, że z góry jednak zejdę. Kocham życie i powtarzam, to nie jest prawda że my tam idziemy umierać. Jedziemy cieszyć się nim, nie jesteśmy samobójcami – wyjaśnił swój punkt widzenia gość.

Po spotkaniu ustawiła się kolejka po autografy, które Rafał Fronia zostawiał na kartach swoich książek, specjalnie kupionym na tę okazję złotym pisakiem.

Tekst i fot. (jd)

Reklama

Jak w Himalaje to z Rafałem Fronią komentarze opinie

Dodajesz jako: |


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez rypin-cry.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

WPR sp. z o. o. z siedzibą w Golub-Dobrzyń 87-400 , Rynek 20

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"