:-(

Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?



  11°C słabe opady deszczu

Zmieniamy świat zwierząt na lepsze

Wywiady, Zmieniamy świat zwierząt lepsze - zdjęcie, fotografia

Kocha zwierzęta i z myślą o nich wraz z mężem prowadzi w Rypałkach Prywatnych schronisko. Rozmowa z Iwoną Czeszejko-Sochacką, założycielką Fundacji Zwierzętom Pomocne-Pomorskie.

Pomagacie niechcianym zwierzętom od ponad 5 lat.

– Właściwie to dłużej, bo od lat 8. Zaczęło się niewinnie, ktoś wyrzucił w kartonie dwa koty. Jeden z nich niemal natychmiast znalazł dom, drugi nie miał gdzie się podziać. Był środek zimy, może nie jakiejś ostrej, ale mimo wszystko dokuczały minusowe temperatury. Kot wyrzucony z domu nie poradziłby sobie wtedy na ulicy. Potem były kolejne potrzebujące zwierzęta. Przerastało to możliwości skromnego gospodarstwa domowego. W 2013 roku postanowiliśmy otworzyć fundację. Bardzo chcieliśmy pomagać zwierzętom, ale sami nie dawaliśmy rady. Już przed otwarciem fundacji dzięki nam domy znalazło ponad 200 zwierząt, głównie kotów. To ogromne ilości jak na dwie osoby.

W tamtym czasie mieszkaliśmy w maleńkim mieszkanku, a z nami dwa psy i kilkanaście kotów. Kiedy jeden z podopiecznych znalazł dom, przygarnialiśmy kolejnego. Zazwyczaj były to niesamodzielne kocięta, zwierzęta porzucone, chore, wymagające natychmiastowego leczenia. Ciężko było nam samodzielnie radzić sobie z kosztami opieki. Trzeba było je czymś nakarmić, płacić za wizyty w lecznicy weterynaryjnej. Potrzebowaliśmy pomocy, żebyśmy sami mogli pomagać. Chcieliśmy też miłością do zwierząt i pomaganiem zarazić więcej osób. Otworzyliśmy Fundację Zwierzętom Pomocne-Pomorskie i się udało. Z dnia na dzień wspólnie zmieniamy świat zwierząt na lepsze.

Fundacja ratuje m. in. ranne i stare konie przed ubojem.

– Kochamy wszystkie zwierzęta, jesteśmy weganami. Mąż nie je mięsa już kilkanaście lat. Od 3 lata wspólnie jesteśmy na diecie wegańskiej, nie spożywamy więc mięsa i produktów pochodzenia zwierzęcego jak mleko czy jaja. W 2014 roku przypadkiem dowiedziałam się o koniu, którego los był niepewny. Nie wiedziałam, że konie, które nie mogą już pracować, trafiają do rzeźni. Wydawało mi się, że skoro pracowały dla człowieka przez całe życie, powinny mieć zapewnioną „emeryturę”. Jak się okazało, byłam w wielkim błędzie. Koń, o którym mowa to wałach Wektor. Już wtedy był sędziwym jegomościem. Pamiętam, jak bardzo chciałam oszczędzić mu cierpień i zapewnić dożywotnią opiekę.

Na szczęście z mężem rozumiemy się bez słów. Wystarczyło moje spojrzenie, żeby Patryk oświadczył: „Dobrze, kupimy tego konia”. Dwa dni później Wektor był już bezpieczny, kupiliśmy go za cenę mięsa. Wektor obecnie ma 25 lat, chore płuca i serce, problemy z kopytami. Chodzi nawet w specjalnych, ortopedycznych butach. Miał nie przeżyć do wiosny, a minęła już nasza trzecia wspólna wiosna. Nie mieliśmy wtedy własnej stajni, więc Wektor mieszkał w opłacanym przez nas pensjonacie. Wiedziałam jednak, że któregoś dnia będziemy mieć swój kawałek ziemi, że Wektor będzie miał prawdziwy dom. Konie to zwierzęta stadne, chciałam, żeby miał końskiego przyjaciela. W lutym 2015 roku na targach końskich w Skaryszewie kupiliśmy klacz Milkę. Konie się pokochały i tworzą cudowną, zgraną parę. Choć budzi to ogólne zdziwienie, nasze konie nie pracują, nie chodzą pod siodłem, nie ciągną bryczki czy sań. One po prostu żyją, a my robimy wszystko, żeby tym życiem się cieszyły.

Prowadzicie także domowe hospicjum dla starszych i niepełnosprawnych psów.

– Zawsze w naszym sercu ogrom miejsca zajmowały takie psy. Czasem przygarnialiśmy ze schroniska psiaki bez szans na adopcję, schorowane i dawaliśmy im dożywotni dom. W lipcu ubiegłego roku pod naszą opiekę trafiła cudowna suczka Fibi po wypadku komunikacyjnym. Jak się okazało, psina miała roztrzaskany kręgosłup, przez co ma niewładny tył ciała. Mieliśmy do wyboru dać jej dożywotnią opiekę lub poddać ją eutanazji. Przecież nikt nie zaadoptuję psa, który samodzielnie się nie załatwia i ciągnie za sobą tylne łapy. Decyzja była oczywista. Fibi mieszka z nami już ponad rok, pomimo swojej niepełnosprawności cieszy się życiem. Kilka miesięcy później zaopiekowaliśmy się sunią z zaawansowanym nowotworem. Nie mieszkamy już w maleńkim mieszkaniu, mamy kawałek ziemi. Postanowiliśmy stworzyć miejsce, w którym starsze i chore psy będą miały swój dom.

Codzienne funkcjonowanie fundacji musi być niezwykle kosztowne?

– To prawda. Aktualnie pod skrzydłami fundacji jest ponad 60 podopiecznych. Opiekujemy się nie tylko psami, kotami i końmi. Mieszka z nami również cielaczek oraz 4 króliki. Funkcjonowanie tak dużego przedsięwzięcia to nie tylko karma, ale również kosztowna opieka weterynaryjna. Poza psim hospicjum, opieką nad końmi i kocią działalnością adopcyjną prowadzimy program sterylizacji kotów. Wszystkich zachęcam do wzięcia udziału w akcji. Można do nas zgłosić koty wymagające sterylizacji, pomożemy je złapać, przewieźć do lecznicy, wysterylizujemy i odwieziemy na miejsce.
Comiesięczne koszty prowadzenia fundacji są więc ogromne.

Wsparcie finansowe od darczyńców jest wystarczające?

– Bardzo cenimy każde wsparcie ze strony darczyńców, niestety bardzo ciężko jest nam związać koniec z końcem. Dzięki pomocy ludzi o wielkich sercach zwierzaki otrzymują piękne paczki z karmą czy zabawkami. Jest też grono darczyńców, które wspiera nas finansowo, jednak pieniędzy brakuje na wszystko. Staramy się, żeby nasi podopieczni cieszyli się dobrym zdrowiem, dlatego nigdy nie zważamy na koszty. Kiedy trzeba, to leczymy, gdy jest konieczność, to operujemy. Robimy wszystko bez względu na koszty, dla nas liczy się ratowanie życia przede wszystkim. Niestety to sprawia, że fundacja co miesiąc boryka się z problemami, bo ratowanie życia, choć konieczne jest często bardzo kosztowne. My nie pracujemy w fundacji, to nasza pasja i dobre serducha. Poświęcamy swój wolny czas. Oprócz prowadzenia fundacji obydwoje pracujemy zarobkowo i co miesiąc wspieramy fundację finansowo z własnych środków na tyle, ile możemy.

Pomoc ze strony państwa?

– Obecnie opieramy się jedynie na pomocy od darczyńców.

Na terenie powiatu rypińskiego na chwilę obecną nie działa żadne schronisko dla zwierząt. Często zdarzają się sytuacje, że ludzie podrzucają swoje pupile?

Niestety było kilka takich sytuacji. W najlepszych przypadkach ludzi przyjeżdżali i prosili o przyjęcie zwierzaka, którym już nie mogą lub nie chcą się zajmować. Były też takie sytuacje, że zwierzaki były przerzucane przez płot. Już w pierwszych tygodniach po przeprowadzce ktoś podrzucił nam w nocy maleńkiego, bardzo poparzonego kociaka. Malucha na szczęście udało się odratować i znalazł nowy dom.

Wiele osób uważa, że lepiej pomagać chorym dzieciom niż zwierzętom.

– Dla mnie oczywistym jest fakt, że każde żyjące stworzenie zasługuje na szacunek i opiekę. Wszystkie organizacje są potrzebne, zarówno te pomagające ludziom chorym, skrzywdzonym dzieciom, jak i te które ratują zwierzęta. Łączy nas jedno, chcemy pomagać i to jest piękne. Jako ludzie jesteśmy odpowiedzialni za zwierzęta, które oswoiliśmy i powołaliśmy do życia. Według mnie to nasz obowiązek zapewnić im opiekę i godne życie.


Ludzie traktują dziś zwierzęta gorzej niż kiedyś?

– Wydaje mi się, że lepiej. Jeszcze 8 lat temu codziennie słyszałam obelgi za opiekę nad bezdomnymi kotami. Dziś wiem, że to dobre, właściwe i piękne. Ludzie też zaczynają to dostrzegać. Nadal pozostają osoby, które nie lubią zwierząt. Topią kocięta, zamiast sterylizować kocie matki, trzymają przy budach zaniedbane psy na metrowych łańcuchach, ale dziś jest już większa świadomość społeczna. Więcej ludzi reaguje na krzywdę zwierząt i stara się jej zapobiegać.

Panuje powszechne przekonanie, że sądy wydają łagodne wyroki w sprawach, w których cierpią zwierzęta.

– Prawo jest jakie jest, ale podejście do spraw związanych ze zwierzętami ewoluuje na równi ze zwiększaniem się świadomości społecznej. Kiedyś ludzie krzywdzący zwierzęta czuli się całkowicie bezkarni. Dziś, choć kary nie są wysokie, ludzie wiedzą, że krzywdząc psa czy kota, sami skazują się na widmo więzienia.

Plany na przyszłość?

– Planów jest mnóstwo i mam nadzieję, że będziemy mogli je powoli realizować. Już wkrótce ruszy wolontariat i to są najbliższe założenia. Niebawem będziemy budować kocią wolierę i piękne wybiegi dla psów. W przyszłym roku planujemy zorganizować terenową akcję kastracji w okolicznych wsiach. Każdy będzie mógł przyjść ze zwierzakiem i za darmo go wysterylizować. Po wakacjach chcemy również rozpocząć działalność edukacyjną w okolicznych szkołach. W przyszłości planujemy dokupić skrawek ziemi i zaopiekować się kolejnymi końmi.

Rozmawiał: Adam Wojtalewicz (fot. nadesłane)

Fundacja Zwierzętom Pomocne-Pomorskie

Rypałki Prywatne 22, 87-500 Rypin

Dane do kontaktu (również w sprawach darmowej sterylizacji lub konieczności pomocy zwierzakowi) - 607 528 545, zwierzpomorskie@gmail.com

Strona internetowa: fundacja-zwierzetom.pl
Facebook: facebook.com/ZwierzetomPomocnePomorskie

Dane do wpłat:

Nr konta 18 1090 2620 0000 0001 2194 1945
Dla przelewów zagranicznych:
SWIFT: WBKPPLPP
IBAN: PL18 1090 2620 0000 0001 2194 1945
paypal: zwierzpomorskie@gmail.com

Zmieniamy świat zwierząt na lepsze komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się