Sympatyczna, uśmiechnięta kobieta. Zadowolona, bo oceniając wiek po wyglądzie, dałam jej maksymalnie 35 lat. Pozytywnie zakręcona i nastawiona na szerzenie dobra w dzisiejszym świecie, co do łatwych nie należy. Gabrysia Jastrzębska, założycielka „Fundacji św. Jakuba” z Rogówka opowiadała o swojej drodze do naprawiania ludzi i świata
– „CZŁOWIEK JEST WIELKI NIE PRZEZ TO, CO POSIADA, LECZ PRZEZ TO, KIM JEST; NIE PRZEZ TO, CO MA, LECZ PRZEZ TO, CZYM DZIELI SIĘ Z INNYMI” – ten cytat z Jana Pawła II przyświeca Ci niemal od początku. Jak to się stało, że przeszłaś od słów do czynów?
– Myśl o założeniu Grupy Wsparcia zaczęła kiełkować w moim sercu, będąc kilka lat temu na szlaku św. Jakuba w Hiszpanii. Piękne widoki, nowo poznane osoby, trud pielgrzymowania, nieustające myśli o rodzinie i ludziach, których spotkałam do tej pory. Trasa do Santiago de Compostella liczyła około 600 km. Z każdym stawianym krokiem na szlaku pojawiała się myśl o stworzeniu Grupy Wsparcia. Ludzi, którym trzeba pomóc i którzy potem swoim doświadczeniem będą służyć innym. Po powrocie do Polski zdałam sobie sprawę jak bardzo potrzeba jest pomoc. Na szlaku zrozumiałam, że jestem DDA – dorosłym dzieckiem alkoholików. Chciałam zająć się osobami uzależnionymi i współuzależnionymi. Zaczęło się właśnie od Muszli św. Jakuba. Dzięki wsparciu Rypińskiego Stowarzyszenia Inicjatywa powstała w marcu 2016 r. pierwsza Grupa Wsparcia „Muszla Jakuba”, teraz tworzymy już piątą grupę wsparcia.
– Spotykacie się w Twoim domu. Nie przeszkadza to w codziennym życiu?
– Postanowiłam, że wspólnie z mężem stworzymy fundację Dom św. Jakuba. To uzupełniające się rzeczy: grupy wsparcia, gdzie pracujemy np. na programie 12 kroków i działaniu fundacji – tu skupiamy się na rozwoju duchowym.
– Spotykamy się cyklicznie, co miesiąc, zapraszamy ciekawe osoby, z którymi się przyjaźnimy. Co roku organizujemy wędrówki. Naszym znakiem rozpoznawczym są wędrówki z osiołkami. Mamy już cztery osiołki: Różę, Figę i Helenkę, czwarty czeka na transport do naszego domu. Osiołki pomagają nam w terapii osób niepełnosprawnych. Rzeczywiście wszystko, co dzieje się wokół fundacji, dzieje się w miejscu naszego zamieszkania, czy to przeszkadza? Nie, nie sądzę. Razem z mężem postanowiliśmy po prostu pomagać. Zaczęło się do nas zgłaszać bardzo dużo osób. Nie tylko osoby uzależnione, ale i rodziny rozbite.
– Osły to Wasze jedyne zwierzęta?
– Oprócz osiołków mamy jeszcze psy, które wykonują niesamowitą, pozytywną pracę z ludźmi. Na początku tego roku odbywały się w naszym domu spotkania, z jedzeniem, atmosferą domową. Odwiedza nas koleżanka z alpakami, do terapii wykorzystujemy nawet kury.

– Wiem, że malujecie, śpiewacie, rozwijacie się artystycznie.
– Czasami patrzymy na człowieka i nie widzimy w nim jego ukrytych zdolności. Czasami myślimy sobie, że jesteśmy za starzy na… śpiewanie, malowanie, zabawę. Nie jesteśmy. Podczas naszych spotkań staramy się wydobyć się to, co w naszych podopiecznych najlepsze. Założyliśmy zespół, tworzymy piękne rękodzieła. Pomaga nam to także w relacjach ze stroną duchową. Powoli powstaje efekt domina, taki jest zresztą nasz cel. Każdy z nas ma teraz cel – ratowanie rodziny. W ostatnim czasie nasza działalność zainteresowała firmę Cedrob.
– Cedrob S.A. realizuje politykę rozwoju, uwzględniającą potrzeby otoczenia. Wspiera liczne inicjatywy lokalne, edukacyjne, kulturalne i sportowe. Wzięliście udział w projekcie „Wspieramy rozwój” i wygraliście.
– Tak. Udało nam się wygrać 30 tys. zł!. Wygraną przeznaczyliśmy właśnie na rozwój warsztatów terapeutycznych. Zorganizowaliśmy animaloterapię, wędrówki z osiołkami, alpakami, noc Nikodema, spotkanie ze znanymi misjonarzami, sługami bożymi.
– Ile osób odwiedza Was podczas spotkania?
– Potrzebujemy takich spotkań. Odwiedza nas nawet 90 osób. Mamy potrzebę przebywania w dużej rodzinie. W tym właśnie pomogła nam firma Cedrob. Poszerzyliśmy swoją ofertę: kynoterapia, onoterapia, alpakoterapia, arteterapia, muzykoterapia, choreoterapia. Wszystkie spotkania były możliwe dzięki tej wygranej w projekcie. Każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Kupiliśmy koło garncarskie, zaczynamy przygodę z tego typu rękodzielnictwem.

– Jakie plany na przyszłość?
– Chcielibyśmy stworzyć siedzibę fundacji, ponieważ widzimy, że ludzie tak naprawdę potrzebują miłości. Wszystkie nasze działania są piękne i fantastyczne, ale chcemy po prostu dawać innym miłość. DDA potrzebują uwagi, wsparcia i miłości, ponieważ borykają się w dorosłym życiu z wieloma trudnościami. Mamy nadzieję, że nasza jakubowa rodzina będzie się rozrastać.
Kim są DDA?
Dorosłe Dzieci Alkoholików – DDA wychowują się w świecie, którym rządzi chaos. Dzieci alkoholików w dorosłe życie wchodzą z bagażem doświadczeń, który często na długie lata determinuje ich los. Jak powietrza potrzebują bezpieczeństwa i równowagi. Nazwa została stworzona przez samych pacjentów, którzy ponad 20 lat temu zaczęli się domagać terapii. Terminem DDA określa się stosunkowo niedawno wyodrębnioną dziedzinę zaburzeń wynikających z dorastania w rodzinie z problemem alkoholowym. Na świecie ruch DDA jest dobrze rozwinięty i funkcjonuje podobnie jak inne ruchy anonimowe – AA (anonimowi alkoholicy), współuzależnieni itp. W Polsce ciągle jeszcze raczkuje.
Rozmawiała Karolina Rębacz,
fot. fundacjadomswjakuba.pl
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Pani Gabrysiu życzę spełnienia wszystkich marzeń.super sprawa!!!
Pani Gabrysiu życzę spełnienia wszystkich marzeń.super sprawa!!!