Jeszcze kilkanaście lat temu niemal w każdej miejscowości powiatu rypińskiego można było znaleźć gospodarstwa utrzymujące trzodę chlewną. Dziś taki widok staje się coraz większą rzadkością. W wielu wsiach produkcja świń całkowicie zanikła, a tam gdzie jeszcze się utrzymuje, często prowadzi ją już tylko jeden lub dwóch rolników. Wszystko wskazuje na to, że ten trend będzie się pogłębiał.
Od kilku tygodni hodowcy z całej Polski alarmują o dramatycznej sytuacji ekonomicznej. Ceny skupu żywca wieprzowego spadły do poziomu, który dla wielu gospodarstw oznacza produkcję na granicy opłacalności lub wręcz poniżej kosztów. Jednocześnie nie maleją wydatki na pasze, energię elektryczną, paliwo, usługi weterynaryjne czy obowiązkowe zabezpieczenia związane z afrykańskim pomorem świń. Problem stał się na tyle poważny, że kilka dni temu ponownie był tematem rozmów przedstawicieli branży z ministrem rolnictwa. Resort zapowiada działania mające wyjaśnić przyczyny niskich cen skupu, a minister Stefan Krajewski zwrócił się do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów o zbadanie, czy na rynku nie dochodzi do nieuczciwych praktyk lub zmowy cenowej.
Rolnicy nie ukrywają rozgoryczenia. Zwracają uwagę, że w sklepach ceny mięsa pozostają wysokie, podczas gdy oni otrzymują za żywiec stawki, które często nie pokrywają kosztów produkcji. Czują się najsłabszym ogniwem całego łańcucha. Podobne nastroje panują również w powiecie rypińskim.
Starsi mieszkańcy doskonale pamiętają czasy, gdy chów trzody chlewnej był podstawą funkcjonowania wielu rodzinnych gospodarstw. Dziś kolejne chlewnie pustoszeją, a właściciele rezygnują z produkcji, nie widząc dla niej przyszłości. Jak mówią rolnicy, w tej branży zawsze zdarzały się lepsze i gorsze lata. Bywały okresy wysokich cen, ale również głębokich spadków. Wielu z nich podkreśla jednak, że tak trudnej sytuacji nie pamięta od dziesięcioleci. Jeden z hodowców z powiatu rypińskiego, prosząc o zachowanie anonimowości, nie kryje, że coraz poważniej myśli o zakończeniu produkcji.
– Przez całe życie byliśmy związani z trzodą chlewną. Przetrwaliśmy niejeden kryzys, były wzloty i upadki, ale zawsze człowiek wierzył, że będzie lepiej. Dzisiaj tej wiary zaczyna brakować. Pracujemy praktycznie siedem dni w tygodniu, a kiedy przychodzi sprzedaż, okazuje się, że zysk jest znikomy albo nie ma go wcale. Najbardziej boli mnie to, że moi synowie nie chcą już tego przejmować. Patrzą na to wszystko i mówią wprost, że nie chcą takiego życia. Trudno się im dziwić. Coraz częściej zastanawiam się, czy po ostatnim rzucie nie zamknąć chlewni na zawsze.
Takich gospodarstw może być w najbliższych miesiącach więcej. Rolnicy podkreślają, że bez poprawy opłacalności produkcji i większej stabilizacji rynku kolejne rodzinne hodowle będą znikały z mapy naszego regionu. A ich ponowne uruchomienie może okazać się już niemożliwe.
Tekst i fot. (AdWo)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze